"Dorodny kwiat bezbożności rozwijać się może tylko w bezpośrednim sąsiedztwie tego, co Święte" ~Listy starego diabła do młodego

środa, 14 listopada 2012

47. "Mistrz" - Andy Andrews



Autor: Andy Andrews

Tytuł: Mistrz
Liczba stron: 186
Rok wydania: 2010
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Miejsce wydania: Kraków
Ocena: 7/10 w kategorii: beletrystyka współczesna, obca



        Ta walizka, która widnieje na obwolucie okładki, należy do Jonesa. Nie pana Jonesa, po prostu Jonesa. Nikt nie wie, co kompletnie siwy staruszek o hipnotyzujących, błękitnych oczach przetrzymuje w wysłużonym neseserze. Wiadomo jednak, że bez swojego bagażu nigdzie się nie rusza, nikomu nie pozwala pomóc sobie nieść walizki, a gdy czasem zdarza mu się coś z niej wyjmować, zawsze robi to tak, by absolutnie żaden wścibski wzrok nie zakradł się do środka…
         „Chodź tu bliżej, do światła” – rzekł Jones do Andy’ego – chłopaka, który akurat przeżywał kryzys; jego rodzice nie żyli, dopiero co stracił dom, a koczowanie pod molo na plaży coraz bardziej odsuwało go od świata. Wszystko już wydawało się być stracone i to dokładnie w tym momencie młody autor książki usłyszał te symboliczne słowa. Trudno w to uwierzyć, ale wkrótce potem, dzięki Jonesowi, znalazł dorywczą pracę, otworzył się na ludzi, a kilkanaście lat później miał już dom, żonę i dwójkę wspaniałych synów…
         Nie tylko Andy poznał niesamowitą zdolność staruszka do wyciągania ludzi z opresji. Był też rozwodnik, któremu wydawało się, że wszystko stracił, małżeństwo na zakręcie, niezbyt uczciwy biznesman… Przykłady można mnożyć. Wszyscy Ci ludzie znaleźli się w niezwykle trudnych sytuacjach i to właśnie Jones pomógł im na nowo odnaleźć sens w życiu. Jak? Dzięki szerszej perspektywie
         „Mistrz” to bardzo ciepła i lekka opowieść. Postać rezolutnego staruszka, który był w mieście od zawsze i mogłoby się wydawać, że na zawsze, przyciąga, ekscytuje i zmusza do myślenia. Jones ma niezwykłą zdolność do naprawiania cudzego życia. Tylko dzięki rozmowie i paru książkom! Jak? Otóż jest mistrzem obserwacji, wie, co komu jest w danej chwili potrzebne.
         Rady zawarte w książce Andrewsa mają przede wszystkim nauczyć Czytelnika patrzeć na różne sytuacje z innej perspektywy. W usta Jonesa włożone zostały złote zasady, które z pozoru mogłyby wydawać się jedynie truizmami. Nie są to jakieś wymyślne reguły czy przygotowane przez naukowców-psychoanalityków porady. W zasadzie wszyscy już o tym gdzieś słyszeliśmy, szkopuł polega jednak na fakcie, iż pewne kwestie wydają nam się tak oczywiste, że nie zdajemy sobie sprawy z ich istnienia. Kiedy dowiadujemy się o takich sprawach od Jonesa, na myśl przychodzi stwierdzenie: „Dlaczego ja na to nie wpadłem?!”.
         „Mistrz” to nie poradnik, który powie człowiekowi, jak żyć. To raczej swego rodzaju mini przewodnik, będący w stanie nauczyć Czytelnika przyglądania się sytuacjom codziennym pod nieco innym kątem. Proste przykłady, obrazowe historie i niezwykłe zdolności dialektyczne Jonesa mają zdolność przyciągania z coraz to ponawiającym się pytaniem: „A co zrobić potem?”.
         Książka napisana jest bez zbędnego rozmachu. Minimalistyczna fabuła, akcja skoncentrowana w zasadzie na jednej postaci i lekki, prosty język to to, co w niektórych przypadkach może działać na niekorzyść lektury. Każda reguła ma jednak swoje wyjątki. Opowieść Andrewsa czyta się szybko, sprawia ona niemało przyjemności, jest idealną towarzyszką podróży czy spaceru, nie wymaga bowiem absolutnego skupienia i można zrobić przerwę w czytaniu w każdej chwili, bez obaw, że pogubimy się w fabule.
         Ciekawym dodatkiem jest zestaw pytań, które zostały zamieszczone na końcu książki. Dotyczą one zarówno treści lektury, jak i sytuacji z życia Czytelnika, a ich zadaniem jest skontrolowanie, czy przesłanie Jonesa zostało dobrze zrozumiane. Prawdopodobnie nie ma tam złych odpowiedzi, wszak każdy jest inny i jeśli tylko dobrze wczytać się w wykłady staruszka, ten sprawdzian nie będzie dla nikogo problemem.
         „Mistrza” polecam w zasadzie wszystkim. Dla jednych będzie to lektura o ekscentrycznym, tajemniczym staruszku, a dla innych nie lada wyzwanie, polegające na nauce spoglądania na codzienne sytuacje z innego punktu widzenia. Ja spróbowałam. Przyznam, że byłam niezwykle zaskoczona, iż się udało, bo początkowo wydawało mi się, że – tak jak napisałam parę akapitów wcześniej – to wszystko to tylko truizmy. A tu taka niespodzianka. Życzę również innym Czytelnikom, by Jones ich zaskoczył w podobny sposób, co i mnie. I pamiętajcie! Po prostu Jones, nie pan Jones.

19 komentarzy:

  1. Spojrzenie na jakąś sytuację pod innym kątem czasem by mi się rzeczywiście przydało. Bardzo mnie ta recenzja zachęciła. Ciekawe tylko czy uda mi się gdzieś tę książeczkę dorwać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. da się w ogóle skomentować Twoje notki?

      Usuń
    2. Wiesz, jest problem chyba z widokami dynamicznymi jeśli ktoś używa opery. Musiałbym zmienić szablon, żeby sprawdzić czy będzie w porządku. Mam nadzieje, że o to chodziło, a nie o obrażenie mojej skromnej osoby :D

      Usuń
  2. Czuję się zachęcona - mam jedynie nadzieję, że nauka płynąca z przesłania nie jest zbyt nachalnie podana, no i mimo wszystko nie brzmi zbyt "coelhowsko":)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Po tej recenzji mam na tę książkę ogromną ochotę - zainteresowałaś mnie i muszę się za nią rozejrzeć :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba czytałem coś odrobinę podobnego, ale zaciekawiłaś mnie tym "Mistrzem" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. raczej nie sięgnę, jakoś nic mnie nie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka już za mną i byłam nią przyjemnie zaskoczona:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zachęciłaś mnie :)
    ps. Zapraszam do wzięcia udziału w konkursie na moim blogu. Do wygrania powieść "Cień kruczych skrzydeł" !

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawa i zachęcająca recenzja. Chętnie przyjrzę się książce z bliska :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajna recenzja, rozglądnę się:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mistrza dostałam od wydawnictwa, chyba za subskrybcję, ale do tej pory bidny leży nieczytany. Na szczęście na takie książki zawsze przychodzi pora i zawsze dobry jest czas.

    OdpowiedzUsuń
  11. Książkę mam, ale nie śpieszyło mi się do jej przeczytania i kochana recenzja świetna, ale teraz stwierdzam, że to chyba powieść nie dla mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. ostatnio coraz częściej przekonuję się o tym, że staruszkowie potrafią człowieka bardziej zaskoczyć niż energiczne kobiety w średnim wieku.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hmm... Może powinnam sięgnąć po tę książkę, żeby spojrzeć z innej perspektywy na różne sytuacje. Z Twojej recenzji wywnioskowałam, że Jones to bardzo ciekawy bohater, więc z chęcią przyjrzę się bliżej tej publikacji :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo ciekawie napisałaś o tej książce. Dostałam ją od Wydawnictwa Otwarte za zapisanie się na newsletter, ale jakoś nie potrafiłam przez nią przebrnąć. Nudziła mnie. Doceniam patrzenie na świat innymi oczami i te sprawy. Jednak ta książka miała coś w sobie, że za nic w świecie nie potrafiła do mnie przemówić. Może kiedyś ponownie dam jej szansę.
    ___
    Też jestem zwolenniczką dłuższych form, ale stwierdziłam, że muszę poszerzyć swoje horyzonty i sięgam po opowiadania i krótkie powieści. "Zła miłość" również wydawała mi się być za krótka i wszystko zostało przedstawione tak z marszu, sucho. Może gdyby ją rozpisać na więcej stron, dodać trochę emocji, byłaby ciekawsza. Jednak nie polecam i nie odradzam jej, ponieważ we mnie nie wywołała ani pozytywnych, ani negatywnych odczuć.

    OdpowiedzUsuń
  15. O ,,Mistrzu'' słyszałam już wiele pozytywnych opinii, lecz ja w dalszym ciągu nie potrafię jakoś przełamać swojej niechęci do tej książki, lecz z drugiej strony jestem ciekawa, czy rzeczywiście powyższy mini przewodnik pozwoli mi spojrzeć na życie codzienne pod nieco innym kątem, dlatego popytam o tą książkę w bibliotece i w wolnej chwili poczytam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Lubię tego typu ciepłe i lekkie powieści. Dodatkowo historia staruszka brzmi bardzo ciekawie. Nie wątpię, że skuszę się na przeczytanie tej książki :)

    OdpowiedzUsuń